czwartek, 2 lutego 2017

2 luty- Matki Boskiej Gromnicznej

Powiadają, że Gromnica już ci zimy połowica; ale bywać nie nowina, że dopiero ją zaczyna.

Święto Ofiarowania Pańskiego zwane Matki Boskiej Gromnicznej przypada w środku zimy i jak wskazuje przytoczone przysłowie ludowe jest okazją do przepowiadania pogody na sposób ludowy. Zresztą nie tylko to przysłowie dotyczy tego święta:

Gdy w Gromnicę z dachów ciecze, zima jeszcze się przewlecze.
Jak słońce jasno świeci na Gromnice, to przyjdą wielkie mrozy i śnieżyce. itp.

Szczególną rolę w tym dniu pełni świeca zwana gromnicą ( od słowa grom czyli piorun, od którego ma strzec). Zresztą wierzono i dalej się na wsi to praktykuje, że gromnica chroni od wszelkiego nieszczęścia, nawałnic, gradu itp. Poza tym symbolizuje wieczną światłość i dlatego na wsiach wkładano (czy też wkłada się) ją do rąk umierającego ( można to zobaczyć w serialu "Chłopi"). U nas na wsi nie gasi się gromnicy po wyjściu z kościoła- należy utrzymać ogień do powrotu do domu  i obejść- okopcić (z) gromnicą wszystkie pomieszczenia by odgonić zło. Od gromnicy rozpalano w tym dniu ogień w domu. Pamiętam z dzieciństwa, że gdy była burza, babcia stawiała w oknie zapaloną gromnicę, by piorun nie trafił w dom i obejście.
W wielu regionach Polski gromnicy używano do rozmaitych innych celów np.na Podlasiu płomieniem przyniesionej z kościoła gromnicy opalano dzieciom końce włosów, by ustrzec je przed zapaleniem uszu. Na ziemi rzeszowskiej z kolei okręcano gromnicę pasemkiem lnianej kądzieli. Poświęcone pasemko lnu palono później nad cierpiącymi na różne zakaźne rumienie. Wierzono, że w ten sposób spali się choroby powodujące zapalny odczyn skóry. Po zgaszeniu gromnicy, profilaktycznie połykano jej dym, wierząc, że ustrzeże to przed bólem zębów. 
Wierzono również, że światłem gromnicy Matka Boska odpędziła stado wilków od siedzib ludzkich. Choć czasy się zmieniają ( choćby to, że kiedyś gromnice wykonywano tylko z wosku pszczelego), na wsi tradycja Matki Boskiej Gromnicznej jest wciąż żywa i kultywowana.

niedziela, 25 października 2015

Pan Bóg stworzył wieś, a człowiek miasto...



Krótkie, treściwe i jakież prawdziwe to zdanie...
Ileż ja bym dała, żeby wróciła wieś z mojego dzieciństwa, ze starymi chałupami, owocowymi drzewami i dzikim rumiankiem rosnącym na każdym podwórku. Mieszkałam w mieście, ale nawet najlepsze kolonie czy wczasy były niczym w porównaniu z wyjazdem do dziadków na wieś. Ba, gdyby tak w domu powiedzieli, że na wieś nie pojadę- byłby ryk konkretny. I pomyśleć, że nie było internetu, polsatu cyfrowego z Rodzinką.pl, ba nawet nie zawsze telewizor działał ;), nie było telefonów komórkowych, a "zwykły" telefon był na stacji PKP, dwa kilometry od wioski... Na wsi inaczej płynie czas, a może powinnam napisać płynął? Jeszcze całkiem niedawno- dwadzieścia- dwadzieścia pięć lat temu wieś była zupełnie inna, lepsza. Żyło się nieśpiesznie, człowiek cieszył się tym co ma, żył w zgodzie z naturą. Wyjazd do miasta był czymś niezwykłym, przygodą, ale i tak najlepszy był powrót do domu. Ludzie się szanowali, chodzili jeden do drugiego, spotykali się wieczorami i opowiadali sobie rozmaite opowieści. Do dziś mam w pamięci odbijające się na suficie płomyki z kuchni kaflowej i historie o duchach, czy innych ciekawych zjawiskach. Najbardziej smakowała pajda chleba ze śmietaną i cukrem i herbata z esencji z czajniczka stojącego na brzegu pieca. Było skromnie, ale był szacunek i miłość. Teraz mieszkam na wsi, ale to już nie jest ta sama wieś niestety. W miejsce starych chałup powystawiano pustakowe klocki w myśl zasady- im większe tym lepsze, które czym prędzej poogradzano. Z reguły sąsiad nie zna sąsiada, każdy żyje w myśl zasady- każdy sobie rzepkę skrobie. W każdym domu po dwa samochody, ale jakoś tak niezręcznie poprosić o podwiezienie...Mam wrażenie, że wraz z wyburzeniem starych domów i położeniem asfaltu coś zniknęło, odeszło w zapomnienie. Ale na szczęście w pamięci pozostały wspomnienia. Wspomnienia o pięknej polskiej dawnej wsi- i właśnie takie perełki będę tu zamieszczała.